sobota, 30 listopada 2013

Siema :3 Jestem Julia i postanowiłam zamieszczać tu sowje opoiwadania :) Miłego czytania!
***
Rozdział 1
To ja , Zocha. Pewnie mnie nie kojarzycie, jestem nastolatką, która chodzi do gimnzajum. Zwykłą nastolatką, miejącą swój cel w życiu. Ale szczerze kogoś to interesuje? Na pewno nikogo. Ale zawsze jest wyjątek. W moim wypadku to moja przyjaciółka, Malwina. Ona twierdzi, że mam magiczną osobowość. Nie wiem czy mówi to tylko dlatego żebym nie była smutna, czy dlatego, bo ją moi rodzice przekupili. Nie, na razie , chyba, jeszcze nikog nie przekupili. Tak jestem pesymistką. Jak o się mówi "szklanka jest do połowy pusta".
Mam też brata Piotrka. Wysporotwany, inteligenty siedemnastolatek, który w życiu ma z górki. A dlaczego? Bo jest to pierworodny moich rodziców. Wiem może to dla was brzmieć "Zazdrości, bratu"ale tak jest. Zazdroszcze mu, bo żyje w jego cieniu. Jest także Robert. Mój sąsiad, który jest jednym z najpiekniejszych chłopaków w szkole. Zagdnijcie! On także na mnie nie zwraca uwagi, ale mi to odpowiada. Kwestia przyzwyczajenia.
Przejdżmy do dzisiejszego dnia. Rano jak zwykel wstałamo 8, zjadłam śniadnie, umylam się i ubrałam. Oczywiście spóźniłam się na autobus. Czekając na następny, założyłam słuchawki i rozmyślałam. Była ładna pogoda, jak to na jesień, ale jedno przykuło moją uwagę, ktoś machał do mnie z drugiej strony ulicy. Kojarzyłam tą osobę, ale to nie możliwe, albo, nie. Pomyślałam przez chwile, że to moja koleżnaka Luisa. Ale co by ona tu robiła? Przecież wyjchała rok temu do Niemczech. Nagle ta młoda dziewczyna podeszła do mnie. Teraz mogłam sobie "rękę uciąć", że to byłą Luisa.
-No siema!- uśmiechneła się Luiza.
Była to wysoka blondynak o piwnych oczach. Miała na sobie jasnoczerwony płaszcz, który bardzo podkreślał jej opytmizm. Poznałąm ją w przedkszkolu i od tego czasu przyjażniłysmy się ale kiedy musiała wyjechać nasze kontakty się popsuły. Ja niezbyt lubiłam portale społecznościowe, a ona wręcz przeciwnie dlatego nie kiałąyśmy zbyt wielkiego kontaktu. Lecz teraz co ona tu robi? Wróciła? Nic na to nie wskazywało, ale może.
-Halo ziemia do Zochy!- próbwałą przemówić do mnie.
-Co Ty tu robisz?- zapytałam.
-Oh, miiłe przywitanie. Przyjechałam na 2 tygodnie bo w Niemczech są ferie. Cieszysz się? -dopytywała.
-Tak bardzo- odpowiedizałm sarkastycznie.
-O co ci chodzi?- spytała z lekką pretensją.
-No na przykład o to, że po roku bez kontaktu, wracasz i myślisz, że rzuce się w twoje ramoina i wszystko będzie jak dawniej!- lekko podniosłam głos, pare osób, które także czekały na autobus  przyglądały się naszej rozmowie.
-Przepraszma- zmieszała się Luisa.
-Ta, nie ma za co tylko nie licz na nic więcej- akórat podjechał autobuś i wysiadłam do niego beż żadnego słowa. Gdy znalazłam wolne miejsce zobaczyłam ją na przystnku przyglądającej się nadal w miejsce gdzie przed chwilą stałam. Czy było mi z tego powodu smutno? Nie, niech ona teraz poczuje co to znaczy stracenie kogoś Ci bliskiego.
***
Mam nadzieje, że się podobało :)
Następny rozdział już za nie długo!