Nazwę horroru wymyślił Kalina <3
Miłego czytania ^^
***
Rozdział 5
Wyglądał bosko miał besjbolówkę i opuszczone spodnie, a włosy postawione na żelu. Był moim ideałem. Za to ja miałam białą sukienke z poziome czarne paski, do tego czarne szpilki. Z mojego pokoju zapomniałam sweterka, ale teraz dla mnie to nie było ważne. Tylko on się liczył. Powiedziałam krótkie "Paa, mamo!" i wyszłam za nim wpatrzona w niego jak w paciorek. Nie zauważyłam kiedy Malwa podała mi kutrkę poszła w inną stronę. Otworzył mi drzwi do auta, a późneij delikatni je popchnął. Wsiadł. Poczułam jego zapach perfum. Czułam się jak w niebie.
-Kino?- spytał.
-Ok, myslisz, że będzie coś ciekawego?-spytałam tylko żeby nie zabrał mnie za wariatkę.
-Ważne, że Ty będziesz koło mnie- powiedizła i usmiechnął się do mnie.
Spłonełam w rumieńcach i zapiełam pas, oczywiście ja ciamajda nie potrafiłam i Mikołaj musiał mi pomóc. Ruszyliśmy. Zaczął coś zagadywac ale ja nie bardzo potrafiłam rozpocząć rozmowy. Podjechaliśmy pod centrum handlowe gdzie znajdowało się kino. Otworzył mi dzrwi auta i podał dłoń. "Prawdziwy dżeltelmen" pomyślałam. Zamnknał auto na klucz i wyruszyliśmy w stronę wejścia. W środku już można było poczuć magię świąt. Od razu poszliśmy pod kino.
-Może komedia?- spytał.
-Eh, nie ma żadnej ciekawej- stwierdizłam patrzać na tablice z repertułami.
-To kino akcji?- spytła ponownie.
-No, ale może horror?- spytałam.
-Horror? Kobieta i horror?- spytał zdziwiony.
-No tak, lubie horrory- powiedizłam usmiechając się do niego.
-Ok, to pacz może ten?- spytał.
-Najwazniejsze żeby był straszny!- powiedziała.
-Dobra to "Another"- powiedział.
Podeszliśmy do kasy po bilety, a następnie po popcorn i cole. Już się rozluźniłam. Weszliśmy na sale. Miejsce milismy w środkowym rzędzie. Po 20 minutach reklam film się zaczął.
***
-Hahaha, Ty to miałaś minę na końcu- śmiał się Mikołaj, chwytając mnie za rekę. Uczyniłam to samo.
-No co? Myślałam, że to ona zabiła tego gościa- uśmichałam się, wyrzucjąc pusty kubek z coli.
-Teraz to może na jakiś deser? -spytał.
-Dobra - nie byłam pewna czy dobrze robie, bo miałam się odchudzać.
-Zagrajmy w 50 pytań!- zaproponował Mikołaj.
-Dobra, to na zmiane- zaproponowałam.
-Jakie lubisz lody?
-Czekoladowe i truskawkowe- odpowiedizłam- Wolisz cole czy pepsi?
-Pepsi. Lubisz...
Zadawaliśmy pytania zmierzjąc do stolika .Odsunął mi krzesło, a gdy usiadłam zasunął je. Zamówilismy koktajle i lody. Mineła godzina kiedy kończyłąm zdawać ostatnie pytanie.
-Jak nazywała się twoja pierwsz dziewczyna?- spytałam.
-Teresa- odpowiedizał.
-Koniec, to wiem o tobie bardzo dużo- powiedziałam.
-Tak ja też, na przykład, że wolałabyś mieć psa niż kota, bo koty wymiotują kłaczkami- zaśmaiał się, płacąc za desery. Wstaliśmy i poszliśmy dalej.
-Ale taka prawda- uśmiechnełam się do niego i wybuchliśmy śmiechem.
-Lubie twój śmiech- powiedział chwytjąc mnie za rękę.
-Dziękuję, ja lubie twój uśmiech- zatrzymałam się.
-Ja to tam w ogóle ciebie lubie- powiedizłam przyciągając mnie do mnie.
-Dziękuję, ja to cię tam bardzo lubię- powiedizłam przybliżając się coraz bardziej.
-A mógłbym cię poprosić o to byś została moją dziewczyną?- spytał pociągajać mnie za rękę.
-Mógłbyś- powiedziałam. Teraz patrzyłam w jego oczy. On chwycił moją głowę i przysunął
ją do siebiei pocałował mnie. Czułam się jak w niebie. Staliśmy na środku centrum handlowego, ludzie na nas się patrzyli, a ja po raz pierwszy raz w życiu się całowałam!
***
W samochodzie rozmawialiśmy o miloionach spraw, o jakich gadłam tylko z ludżmi, którym ufam. Podjechaliśmy pod mój dom. Mikołaj otworzył mi drzwi auta i podał ręke. Wysiadłam i jeszcze raz popatrzyłam w jego oczy. Cmoknełam go w usta na pożegnaie. Może liczył na coś więcej ale czułam, że w oknie domu już obserwuje mnie Piotrek z Oliwią.
-Tylko tyle?- spytał smutno.
-Ktoś nas obserwuję- powiedziałam, patrząc w okno gdzie ruszał się firanka.
-To co jesteś moją dziewczyną- powiedział Mikołaj.
Wtedy poczułam się wyjątkowa. Mikołaj objął mnie w tali i lekko przyciągnął do samochodu, o który się opierał. Pocoałował mnie. Wtedy ktoś zagwizdał.
-No no no! Sąsiadko nie wiedizałem, że masz takie obroty- zaśmiał się Robert. Był to mój sąsiad.
-O co Ci chodzi gościu?- spytał poirytowany Mikołaj, odsunełam się od niego.
-Miki nie przejmuj się tym palntem- rzekłam, bo czułam, że mój chłopak może coś głuiego zrobić.
-No idź do swojego domku maluszku pobawić się zabaweczkami- powiedział Mikołaj, jakby nie słyszał co powiedziam.
Robert chciał coś powiedzieć ale wtedy podjechał samochód. Był to jego ojciec, jeden z najgorszy tyranów jakich zanm. Otworzył szybę.
-Co Ty tu robisz? Natychmiast do auta!- rozkazał synowi.
-Dobrze tato- powieidzał zawstydzony Robert i wsiadł do auta ojca.
Mikołaj zaśmiał się ale gdy zobaczył moją minę od razu przestał.
-Przepraszam- powiedział opuszczając głowę.
-Dobra jedź już!- powiediziłam uśmiechając się do niego.
Wsiadł do auta i odjechał. "Co obchodzi Roberta z kim się spoytakm?" zadawałm sobie to pytanie w myślach. Gdy tylko weszłam do domu, usłyszłam jak toczą się kroki do przed pokoju. Była to Oliwia i Piotrek uśmiechając się do mnie.
-Co chcecie?- spytałam.
-My nic- powiedzieli, można było tam wyczuć nutke srakazmu.
-Dobra, mówcie szybko- powieidziałm widząc ich uśmieszki.
-Nie wieidziałem, że chodzisz z Mikołajem- powiedział Piotrek.
Czułam, że będą zasypywać mnie pytaniami.
sobota, 28 grudnia 2013
wtorek, 24 grudnia 2013
Święta, święta i po świętasz ;__:
***
Rozdział 4
Luisa nic się nie zmieniła od naszego ostatniego spotkania.
-Moge się dosiąść?- spytała.
-My się już zbieramy- szybko odopiedziałam i razem z Malwą wstałam.
-Szkoda, może się umówimy?- ponownie spytała Luisa.
-Nie- odpowiedziałam krótko i chywtawszy Malwe za rękę wyszłam z kawiarenki.
Malwina była zaskoczona moim zachowaniem, ale musiała mnie zrozuimieć, bo podaczas drogi nie zaczynała tego tematu.
***
Mijała ostania lekcja- francuski. Nasza nauczycielka była zakręcaona i małao się na tych lekcjach uczyliśmy a bardziej zwierzaliśmy się innym. Była także panią psycholog co wiele tłumaczy. Nagle poczułam, że mój telefon zaczął drgać. Zaczełam "kaszleć" by zagłuszyć mocne drgania telefonu. Malwina zrozumiałą całą sytuacje i szybko zagadała panią, która była "uczulona" na używanie telefonów w szkole. Naszczęście nauczycielka nic nie usłyszała a ja mogłam przeczytać sms'a "Przepraszma, że dopiero teraz ale zapomniaąłem tefonu w aucie! Podjade po ciebie o 17? Może kino, a jak nie to coś wymysle :D". Mam randkę! Malwina spojrzała na mnie i dyskretnie podała mi liściek "Odpisał Ci i co?. Napisłam jej wsyztko i podałam karteczke. Do końca lekcji wysyłałyśmy liściki. Na przerwie Malwina na pożegnanie jaki i na powitanie przytuliła się do Kondrada. Wszyscy byli tym zaskoczeni i przyglądali się ich czułością. Wychodząc ze szkoły rozmawiałyśmy z Malwą gdzie pójdziemy na zakupy.
***
Gdy weszłam do odmu od razu podzeszłam do mamy.
-Mamo, bo ja cię o mało proszę i...- zaczełam ale mama była szybsza.
-Kasa?- spytała uśmiechając się.
-Tak, bo wiesz mam randkę.- powiedizałam lekko się rumieniąc.
-Jest!- krzykneła mama i podbiegła do mnie zza blatu przytuljąc się od mnie- Myslałam, że nigdy tego od ciebie nie usłyszę!
-Ciesze się, ale muszę już iść, to dasz mi?- spytałam ponownie.
Mama upchała mi do ręki grubo trzy stówy. Wyszlam z domu gdzie na podwurku czekała Malwa.
-I co?- spytała.
Pokazałam jej pieniądze, a ona od razu zaczeła je przeliczać.
-Grubo, dobra idziemy na autobus, dużo sklepów musimy przejść!- wiedziałam, że żywiołem Malwiny są zakupy, ale nie widizałam żeby ktoś był tak zbzikowany na tym punkcie.
Poszłyśmy na autobus. Mawina mówiła mi o planie jaki sobi uknuła podczas lekcji. Oczywiście plan zakupów!
***
Gdy weszłysmy do galerii Malwa zabrała mnie do pierwszego sklepu, ktory ujrzała. Jej oczy wędrowałay po wszystkich wyprzadażach. Wybierała wiele ciuchów i dawała mi je żebym przymierzała.
Wchodząc do każdego sklepu wychodziłyśmy z jedną reklamówką. Stwerdziłam, że mam juz dość i poszłyśmy na obiad. Usiadłyśmy obłożone reklamówkami i zamówiłyśmy sobie coś lekkiego. Malwa 'siedziała' cały czas na telefoni. Podejrzewałam, że pisze z Kondradem.
-Dobra, teraz idziemy na autobus. Pomoge ci się ubrać. Potem ja mam randke z Kondradem, w końcu jest piątek- mówiła Mawlina, puszczając do mnie oczko.
-Dokończ mi co z Kondradem!- nalegałam.
-Nic takiego, wyżnała mi, że mu się podobałąm od dłuższego czasu ale bał się zagadać i w ogóle- zaśmiała się Malwa.
Wstałayśmy i poszłyśmy na autobus. W autobusie gadałyśmy o szkole, gdy nagle ktoś połaskotał mnie od tyłu.
-No heja- powiedziała Oliwia. Była to moja kuzynka. Miała długie czarne włosy, niebieski oczy i pełno ślicznych piegów.
-Oliwai, co Ty tu robisz stara?- spytałam zaskoczona obecnością kuzynki. Mieszkała ona w Białej Podlasce, a przyjeżdżała tu raz na rok.
-Stara!? Tylko dwa miesiące. Przyjechałam do ciebie, ciocia, znaczy, mama Ci nie mówiła?- spytała zdziwiona.
-Nie, ale to dobrze, że tu przyjechałaś! Ale Ty szkoły nie masz?- spytałam.
-No mam teraz pare dni wolnego- odpowiedziała.
-A tak w ogóle to Malwa. Malwa to Oliwia- przedstwiłam je sobie.
Odwzajemniły się uśmiechem. Przez całą drogę rzomawiałyśmy o głupotach. Potem poszłyśmy do mojego domu. Tam czekała już mama, kótra przywitała nas ciepłą czekoladą.
-Mamo wiedziałaś, że Oliwaia przyjeżdża- spytałam, a mam przytakiwała- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Bo to miała być niespodzianka!- usmiechneła się mama.
Ja z Malwą poszłysmy sie szykować na randkę, a Oliwa drzemała w pokoju gościnnym. Po chwili byłam już gotowa, a wyglądałam cudownie.
-Malwa, jak Ty to zorbiłaś- spytałam cały czas przyglądając się sobie w lustrze.
-Lata praktyki- zażartowała, a ja rzuciłam się jej na szyje.
Nagle rozgległ się dzwonek do drzwi. Zbladałam. Usiadłam na łóżku. To pewnei Mikołaj. Malwa poczyliła się nade mną i szpła do ucha 'Już czas, księżniczko" i pokazała mi ręką na drzwi. Wstałam. "Po co ja sie zgodziłam!" myślałam, a Malwa prowadzila mnie na dół, gdzie w przed pokoju stał mój "książę".
***
Rozdział 4
Luisa nic się nie zmieniła od naszego ostatniego spotkania.
-Moge się dosiąść?- spytała.
-My się już zbieramy- szybko odopiedziałam i razem z Malwą wstałam.
-Szkoda, może się umówimy?- ponownie spytała Luisa.
-Nie- odpowiedziałam krótko i chywtawszy Malwe za rękę wyszłam z kawiarenki.
Malwina była zaskoczona moim zachowaniem, ale musiała mnie zrozuimieć, bo podaczas drogi nie zaczynała tego tematu.
***
Mijała ostania lekcja- francuski. Nasza nauczycielka była zakręcaona i małao się na tych lekcjach uczyliśmy a bardziej zwierzaliśmy się innym. Była także panią psycholog co wiele tłumaczy. Nagle poczułam, że mój telefon zaczął drgać. Zaczełam "kaszleć" by zagłuszyć mocne drgania telefonu. Malwina zrozumiałą całą sytuacje i szybko zagadała panią, która była "uczulona" na używanie telefonów w szkole. Naszczęście nauczycielka nic nie usłyszała a ja mogłam przeczytać sms'a "Przepraszma, że dopiero teraz ale zapomniaąłem tefonu w aucie! Podjade po ciebie o 17? Może kino, a jak nie to coś wymysle :D". Mam randkę! Malwina spojrzała na mnie i dyskretnie podała mi liściek "Odpisał Ci i co?. Napisłam jej wsyztko i podałam karteczke. Do końca lekcji wysyłałyśmy liściki. Na przerwie Malwina na pożegnanie jaki i na powitanie przytuliła się do Kondrada. Wszyscy byli tym zaskoczeni i przyglądali się ich czułością. Wychodząc ze szkoły rozmawiałyśmy z Malwą gdzie pójdziemy na zakupy.
***
Gdy weszłam do odmu od razu podzeszłam do mamy.
-Mamo, bo ja cię o mało proszę i...- zaczełam ale mama była szybsza.
-Kasa?- spytała uśmiechając się.
-Tak, bo wiesz mam randkę.- powiedizałam lekko się rumieniąc.
-Jest!- krzykneła mama i podbiegła do mnie zza blatu przytuljąc się od mnie- Myslałam, że nigdy tego od ciebie nie usłyszę!
-Ciesze się, ale muszę już iść, to dasz mi?- spytałam ponownie.
Mama upchała mi do ręki grubo trzy stówy. Wyszlam z domu gdzie na podwurku czekała Malwa.
-I co?- spytała.
Pokazałam jej pieniądze, a ona od razu zaczeła je przeliczać.
-Grubo, dobra idziemy na autobus, dużo sklepów musimy przejść!- wiedziałam, że żywiołem Malwiny są zakupy, ale nie widizałam żeby ktoś był tak zbzikowany na tym punkcie.
Poszłyśmy na autobus. Mawina mówiła mi o planie jaki sobi uknuła podczas lekcji. Oczywiście plan zakupów!
***
Gdy weszłysmy do galerii Malwa zabrała mnie do pierwszego sklepu, ktory ujrzała. Jej oczy wędrowałay po wszystkich wyprzadażach. Wybierała wiele ciuchów i dawała mi je żebym przymierzała.
Wchodząc do każdego sklepu wychodziłyśmy z jedną reklamówką. Stwerdziłam, że mam juz dość i poszłyśmy na obiad. Usiadłyśmy obłożone reklamówkami i zamówiłyśmy sobie coś lekkiego. Malwa 'siedziała' cały czas na telefoni. Podejrzewałam, że pisze z Kondradem.
-Dobra, teraz idziemy na autobus. Pomoge ci się ubrać. Potem ja mam randke z Kondradem, w końcu jest piątek- mówiła Mawlina, puszczając do mnie oczko.
-Dokończ mi co z Kondradem!- nalegałam.
-Nic takiego, wyżnała mi, że mu się podobałąm od dłuższego czasu ale bał się zagadać i w ogóle- zaśmiała się Malwa.
Wstałayśmy i poszłyśmy na autobus. W autobusie gadałyśmy o szkole, gdy nagle ktoś połaskotał mnie od tyłu.
-No heja- powiedziała Oliwia. Była to moja kuzynka. Miała długie czarne włosy, niebieski oczy i pełno ślicznych piegów.
-Oliwai, co Ty tu robisz stara?- spytałam zaskoczona obecnością kuzynki. Mieszkała ona w Białej Podlasce, a przyjeżdżała tu raz na rok.
-Stara!? Tylko dwa miesiące. Przyjechałam do ciebie, ciocia, znaczy, mama Ci nie mówiła?- spytała zdziwiona.
-Nie, ale to dobrze, że tu przyjechałaś! Ale Ty szkoły nie masz?- spytałam.
-No mam teraz pare dni wolnego- odpowiedziała.
-A tak w ogóle to Malwa. Malwa to Oliwia- przedstwiłam je sobie.
Odwzajemniły się uśmiechem. Przez całą drogę rzomawiałyśmy o głupotach. Potem poszłyśmy do mojego domu. Tam czekała już mama, kótra przywitała nas ciepłą czekoladą.
-Mamo wiedziałaś, że Oliwaia przyjeżdża- spytałam, a mam przytakiwała- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Bo to miała być niespodzianka!- usmiechneła się mama.
Ja z Malwą poszłysmy sie szykować na randkę, a Oliwa drzemała w pokoju gościnnym. Po chwili byłam już gotowa, a wyglądałam cudownie.
-Malwa, jak Ty to zorbiłaś- spytałam cały czas przyglądając się sobie w lustrze.
-Lata praktyki- zażartowała, a ja rzuciłam się jej na szyje.
Nagle rozgległ się dzwonek do drzwi. Zbladałam. Usiadłam na łóżku. To pewnei Mikołaj. Malwa poczyliła się nade mną i szpła do ucha 'Już czas, księżniczko" i pokazała mi ręką na drzwi. Wstałam. "Po co ja sie zgodziłam!" myślałam, a Malwa prowadzila mnie na dół, gdzie w przed pokoju stał mój "książę".
sobota, 14 grudnia 2013
Rozdziały będę zamieszczać raz na tydzień, jakby to kogoś ciekawiło ;__;
Miłego czytania :)
***
Rodział 4
Wstała rano o 8, miałam koszmar! Śniło mi się, że wszędzie były zombi....
Nigdy więcej nie jem przed snem. Po mału się ubrała i umyłam. Zawołała mnie mama
-Zosiu, choć przyła Malwina- wołałą mnie mama.
Malwina? Co ona tu rrobi? Szybko zeszłam na dół a Malwa stała w przed pokoju była całą pokrtyta wartstą śniegu. Uśmiechała się do mnie przegryzając tosta, którego moja mama jej podała.
-Co się stało? -spytałam Malwe.
-Nie, po prostu przyszłam- odpowiedziała przyjaciółka.
Byłam zaskoczona. Malwa mieszkała, niby w tym samym miasteczku ale pare kilometrów dalej. Zabrałam tosta i ubrałam kurtkę, czapkę i rękawiczki. Wyszłyśmy z domu. Kiedy chciałam coś powiedzieć Malwie, zobaczyłam Mikołaja. W ręce miał śnieżkę celując we mnie zza samochodu. Pewnie był jego.
-Mikołaj nawet nie próbuj!- wołałam do Mikołaja.
-Dobra, dobra- powiedział- Gdzie ten twój brat? Może was gdzieś podwieśc?
-Mówisz i masz- pokazałm palcem na drzwi domu gdzie wychodził Piotrek nie świadomy, że ubrał szkal mamy.
-Piotrek weź, masz bardzo męski szal!- wołał Mikołaj.
Ja, Malwa i Mikołaj wybuchliśmy śmiechem. Piotrek cały czerwony ze złości poszedł się przebrać.
-A tak w ogóle to moja przyjaciółka Malwina, Malwa to Mikołaj- przedstawiłam ich sobie wzajemnie.
-Miło mi!- rzekła Malwa podając rękę Mikołajowi i uśmiechając się do niego.
-Mi też, to mogę was podwieść?- spytał Mikołaj uśmiechając się do nas.
-No dobra, pójdziemy jeszcze do kawiarenki żeby pogadać- rzekłam do Malway.
Z domu wyszedł Piotrek tym razem ubrał się w swoje ubrania.
-A wy nie ma cie czasem autobusu?- zapytał Piotrek.
-Mikołaj zaproponował nam przejażdżkę- mówiłam do brata, wtedy poczułam wzrok Mikołaja na swoim karku. Moje nogi znowu były jak z waty.
***
-Dziękuję, za powdwózkę- powiedziała Malwa i wyszła z samochodu.
-Spoko, polecam się na przyszłość!- wołał Mikołaj.
Chciałam wyjść z samochodu a nagle Mikołaj chwycił mnie za nadgarsterk.
-Co tam beż żadnego "dziękuję", tencereczko?- zapytał przystojniak uśmiechając się.
-Nie, następnym razem wole jechać autobusem niż z tobą- zaśmiałam się i wyszłam z samochodu.
Chłopcy wymienili spojrzenia. Wyciągnełam telefon i napisałam do Mikołaja "Dobra, niech ci będze DZIĘKUJĘ :)".
Malwa już weszła do kawiarenki. Gdy usiadłam koło niej od razu zasypałą mnie pytaniami:
-Kto to był? Skąd go zansz?- pytała przyjaciółka z wyraźną fastynacją/
-Mikołaj, poznałam go wczoraj- odpowiedziałam czując, że mój telefon wibruje. "Może to on odpisał" pomyślałam i od razu chwyciłam za telefon "Nie ma za co tanterecko! Może się dziś spotakmy? :D".
Nagle Malwa chwyciła mój telefon i odczytałą sms'a.
-Oddaj!- krzyczałam na Malwe.
-Oddam jak mi wszytko opowiesz.- zaszantażowała mnie przyjaciółka.
Opowiedziała jej o wczorajszym wieczorze. Malwina od razu zarzuciła:
-Zakochałaś się!
-Nie no co Ty- kłamałam, ale przed Malwą nic nie dało się ukryć.
-A JEDZIE MI TU CZOŁG?- pokazała na oko, śmiejąc się- Zocha się zakochała!
-Nie krzycz, masz racje- przyznałam się Malwie czerwiniąc się.
-To odpisz mu, że się z nim dziś spotkasz!- nalegała przyjaciółka.
-Nawet jakbym miał z nim gdzieś pójść to nie mam co na siebie włożyć- zasmusiłam się.
-Słuchaj po lekcjach jade z tobą do twojego domu, bierzesz kase od mamy i idziemy na maisto!- zdecydowała Malwa.
-Moja mama mi nie pozwoli!- stwierdzalam.
-Pozwoli! Ja coś wymyśle- poddała mi telefon- odpisz mu, że tak.
Zabrałam telefon. "Dobra, ale gdzie i o której?! :/" napisałam do Mikołajka.
-Hahahaha, Zocha idzie na randkę!- nagle z twarz Mlwy spełzł usmiech. Do kawiarnii weszła Luisa.
-Nie uwieżysz kto przyszedł- rzekła Malwa.
Obróciłam głowę i zobaczyłąm ją. Zmierzałą w naszą stronę.
Miłego czytania :)
***
Rodział 4
Wstała rano o 8, miałam koszmar! Śniło mi się, że wszędzie były zombi....
Nigdy więcej nie jem przed snem. Po mału się ubrała i umyłam. Zawołała mnie mama
-Zosiu, choć przyła Malwina- wołałą mnie mama.
Malwina? Co ona tu rrobi? Szybko zeszłam na dół a Malwa stała w przed pokoju była całą pokrtyta wartstą śniegu. Uśmiechała się do mnie przegryzając tosta, którego moja mama jej podała.
-Co się stało? -spytałam Malwe.
-Nie, po prostu przyszłam- odpowiedziała przyjaciółka.
Byłam zaskoczona. Malwa mieszkała, niby w tym samym miasteczku ale pare kilometrów dalej. Zabrałam tosta i ubrałam kurtkę, czapkę i rękawiczki. Wyszłyśmy z domu. Kiedy chciałam coś powiedzieć Malwie, zobaczyłam Mikołaja. W ręce miał śnieżkę celując we mnie zza samochodu. Pewnie był jego.
-Mikołaj nawet nie próbuj!- wołałam do Mikołaja.
-Dobra, dobra- powiedział- Gdzie ten twój brat? Może was gdzieś podwieśc?
-Mówisz i masz- pokazałm palcem na drzwi domu gdzie wychodził Piotrek nie świadomy, że ubrał szkal mamy.
-Piotrek weź, masz bardzo męski szal!- wołał Mikołaj.
Ja, Malwa i Mikołaj wybuchliśmy śmiechem. Piotrek cały czerwony ze złości poszedł się przebrać.
-A tak w ogóle to moja przyjaciółka Malwina, Malwa to Mikołaj- przedstawiłam ich sobie wzajemnie.
-Miło mi!- rzekła Malwa podając rękę Mikołajowi i uśmiechając się do niego.
-Mi też, to mogę was podwieść?- spytał Mikołaj uśmiechając się do nas.
-No dobra, pójdziemy jeszcze do kawiarenki żeby pogadać- rzekłam do Malway.
Z domu wyszedł Piotrek tym razem ubrał się w swoje ubrania.
-A wy nie ma cie czasem autobusu?- zapytał Piotrek.
-Mikołaj zaproponował nam przejażdżkę- mówiłam do brata, wtedy poczułam wzrok Mikołaja na swoim karku. Moje nogi znowu były jak z waty.
***
-Dziękuję, za powdwózkę- powiedziała Malwa i wyszła z samochodu.
-Spoko, polecam się na przyszłość!- wołał Mikołaj.
Chciałam wyjść z samochodu a nagle Mikołaj chwycił mnie za nadgarsterk.
-Co tam beż żadnego "dziękuję", tencereczko?- zapytał przystojniak uśmiechając się.
-Nie, następnym razem wole jechać autobusem niż z tobą- zaśmiałam się i wyszłam z samochodu.
Chłopcy wymienili spojrzenia. Wyciągnełam telefon i napisałam do Mikołaja "Dobra, niech ci będze DZIĘKUJĘ :)".
Malwa już weszła do kawiarenki. Gdy usiadłam koło niej od razu zasypałą mnie pytaniami:
-Kto to był? Skąd go zansz?- pytała przyjaciółka z wyraźną fastynacją/
-Mikołaj, poznałam go wczoraj- odpowiedziałam czując, że mój telefon wibruje. "Może to on odpisał" pomyślałam i od razu chwyciłam za telefon "Nie ma za co tanterecko! Może się dziś spotakmy? :D".
Nagle Malwa chwyciła mój telefon i odczytałą sms'a.
-Oddaj!- krzyczałam na Malwe.
-Oddam jak mi wszytko opowiesz.- zaszantażowała mnie przyjaciółka.
Opowiedziała jej o wczorajszym wieczorze. Malwina od razu zarzuciła:
-Zakochałaś się!
-Nie no co Ty- kłamałam, ale przed Malwą nic nie dało się ukryć.
-A JEDZIE MI TU CZOŁG?- pokazała na oko, śmiejąc się- Zocha się zakochała!
-Nie krzycz, masz racje- przyznałam się Malwie czerwiniąc się.
-To odpisz mu, że się z nim dziś spotkasz!- nalegała przyjaciółka.
-Nawet jakbym miał z nim gdzieś pójść to nie mam co na siebie włożyć- zasmusiłam się.
-Słuchaj po lekcjach jade z tobą do twojego domu, bierzesz kase od mamy i idziemy na maisto!- zdecydowała Malwa.
-Moja mama mi nie pozwoli!- stwierdzalam.
-Pozwoli! Ja coś wymyśle- poddała mi telefon- odpisz mu, że tak.
Zabrałam telefon. "Dobra, ale gdzie i o której?! :/" napisałam do Mikołajka.
-Hahahaha, Zocha idzie na randkę!- nagle z twarz Mlwy spełzł usmiech. Do kawiarnii weszła Luisa.
-Nie uwieżysz kto przyszedł- rzekła Malwa.
Obróciłam głowę i zobaczyłąm ją. Zmierzałą w naszą stronę.
sobota, 7 grudnia 2013
Miłego czytania ^^
***
Rozdział 3
O siedemnastej dzwoniła Malwina.
-Nie uwieżysz chodzę z Kondradem! On jest cudowny!-krzyczała do telefonu Malwa.
-Gratulacje, pasujecie do siebie-rzekłam z małym smutkiem. A co jeżlei teraz Kondrad będzie ważniejszy ode mnie.
-Dziękuję, że nam pomogłaś! Chcesz znac szczegóły naszej randki?-spytała podekstytowana.
-Eh, no dobra opowiadaj...
Wtedy totalnie się "wyłączyłam". Jedego nie nawidziłam w zakochanych parach tych opowiadań o ich życiu, ale nie mogłam zabronić jej się zwierzać, bo przecież byłyśmy przyjaciółkami ale sama chciałabym mieć drugą połówkę. Może nie, że nienawidzę, a po prostu im zazdroszczę. Nie! A może tak? Ah, już sama nie wiem. "Piętnastolatka bez chłopaka" to niebrzmi zbyt ciekawie ale co ja na to poradzę? Nie mam żadnych wielbicieli.
Nagle do pokoju wszedł Piotrek.
-Nie widziałaś mojej bluzy?-zapytał.
-Nie widzisz, że rozmawaim? Spadaj!- krzyknełam na brata.
-Boże, co cię znów ugryzło? Po prostu pytam!- rzekł Piotrek.
-Nie wiedizałam, możesz łaskawie wyjść? -spytałam Piotrka.
Wyszedł z pokoju burcząc pod nosem.
-Halo?!- krzyczała Malwa- Ja tu jestem! O co chodzi?
-Przepraszam ale mój brat znowu ma jakieś problemy. Muszę kończyć. Jutro mi dokończysz. Paa!- pożegnałam się.
-Okey,paa! -zakończyła rozmowe Malwa.
Wstałam z łóżka i podzeszłam do lustra. Byłam ubrana w wiszącą na mnie bluzę i spodnie, które były za duże. Ściągnełam bluzę, bluzkę i popaczyłam na swój brzuch. Płaski? Nie dla mnie okrągły. Trzeba coś zacząc ze sobą robić! Pamiętałam o djecie, którą stosowałą kuzynka. Pomogła jej już po paru miesiącach bez efektu jojo. Dobra trzeba pic dużo koktajlów. Założyłam bluzkę , bluzę i słuchawki żeby nie słyszeć Piotrka i zeszłam na dół. Słuchając swojej ulubionej piosenki podśpiewywałam sobie ją pod nosem. Podzeszłam do wysepki gdzie stał blender. Spojrzałam do miski gdzie zawsze były owoce. Są banany, kiwi. Tylko tyle? Piotrek znowu wszytko wyżarł. Powrzucałałam potrzebne składniki i ze względu, że leciał fajny kawałek zaczełam tańczyć. Jak zawsze się wygłupiałam. Nagle Piotrek poklepał mnie po plecach.
-Możesz przestac straszyć mi kolegów?- zapytałz rozbawiony.
-CO?!- krzykłam i ujrzałam najpiękniejszego chłopaka na świecie, koło niego stał też nieziemsko przystojny chłopak.
-Hahaha, nieźle tańczysz!- powiedizał przystojniak do mnie a ja spłonełam w rumieńcach-Jestem Mikołaj, a to Mirek.
-Heej- powiedziałam, a czułam, że nogi mam jak z waty.
Chłopaki usiedli przy stole, a ja zawstydzona wlałam sój koktajl do szklanki.
-Może checie?- spytałam pokazując na szklankę.
-Ja się skuszę, bo włożyłaś w to tyle serca- rzekł Mikołaj cały czas śmiejąc się z wcześniejszej sytuacji.
-Ja też poproszę- powiedział Mirek pisząc coś na telefonie.
-Okey- nagle chciał coś powiedzieć Piotrek ale ja byłam szybsza- Ty nawet nie proś!
Mikołaj i Mirek wybuchli śmiechem.
-Niezła masz siostrę- rzekł Mikołaj.
-Ale ja tu jestem?!- rzekłam zawstydzona.
-To może dasz mi swój numer?- spytał Mikołaj.
Całą sytuację oglądali Piotrek i Mirek.
-Niby z jakij racji?- spytałam.
-Wiesz może będę potrzebować tancerki!- teraz wszyscy włącznie ze mną wybuchli śmiechem.
Nalałam wszystkim koktajl. Pierwszy raz tak dobrze rzomawiałam z moim bratem. Oczywiście wymieniłam się numerami z Mikołajem. Zapisalam mu się jako Tancerka. Kiedy wrócili rodzice byli zaskoczeni, że siedze z Piotrkiem przy jednym stole śmiejąc się i rozmawiając o głupotach. Nawet nie zwrócili uwagi na gości.
***
Wróciłam do pokoju cały czas myśląc tylko o Mikołaju. Napisze do niego jutro, bo nie chce być nachalna.
***
Rozdział 3
O siedemnastej dzwoniła Malwina.
-Nie uwieżysz chodzę z Kondradem! On jest cudowny!-krzyczała do telefonu Malwa.
-Gratulacje, pasujecie do siebie-rzekłam z małym smutkiem. A co jeżlei teraz Kondrad będzie ważniejszy ode mnie.
-Dziękuję, że nam pomogłaś! Chcesz znac szczegóły naszej randki?-spytała podekstytowana.
-Eh, no dobra opowiadaj...
Wtedy totalnie się "wyłączyłam". Jedego nie nawidziłam w zakochanych parach tych opowiadań o ich życiu, ale nie mogłam zabronić jej się zwierzać, bo przecież byłyśmy przyjaciółkami ale sama chciałabym mieć drugą połówkę. Może nie, że nienawidzę, a po prostu im zazdroszczę. Nie! A może tak? Ah, już sama nie wiem. "Piętnastolatka bez chłopaka" to niebrzmi zbyt ciekawie ale co ja na to poradzę? Nie mam żadnych wielbicieli.
Nagle do pokoju wszedł Piotrek.
-Nie widziałaś mojej bluzy?-zapytał.
-Nie widzisz, że rozmawaim? Spadaj!- krzyknełam na brata.
-Boże, co cię znów ugryzło? Po prostu pytam!- rzekł Piotrek.
-Nie wiedizałam, możesz łaskawie wyjść? -spytałam Piotrka.
Wyszedł z pokoju burcząc pod nosem.
-Halo?!- krzyczała Malwa- Ja tu jestem! O co chodzi?
-Przepraszam ale mój brat znowu ma jakieś problemy. Muszę kończyć. Jutro mi dokończysz. Paa!- pożegnałam się.
-Okey,paa! -zakończyła rozmowe Malwa.
Wstałam z łóżka i podzeszłam do lustra. Byłam ubrana w wiszącą na mnie bluzę i spodnie, które były za duże. Ściągnełam bluzę, bluzkę i popaczyłam na swój brzuch. Płaski? Nie dla mnie okrągły. Trzeba coś zacząc ze sobą robić! Pamiętałam o djecie, którą stosowałą kuzynka. Pomogła jej już po paru miesiącach bez efektu jojo. Dobra trzeba pic dużo koktajlów. Założyłam bluzkę , bluzę i słuchawki żeby nie słyszeć Piotrka i zeszłam na dół. Słuchając swojej ulubionej piosenki podśpiewywałam sobie ją pod nosem. Podzeszłam do wysepki gdzie stał blender. Spojrzałam do miski gdzie zawsze były owoce. Są banany, kiwi. Tylko tyle? Piotrek znowu wszytko wyżarł. Powrzucałałam potrzebne składniki i ze względu, że leciał fajny kawałek zaczełam tańczyć. Jak zawsze się wygłupiałam. Nagle Piotrek poklepał mnie po plecach.
-Możesz przestac straszyć mi kolegów?- zapytałz rozbawiony.
-CO?!- krzykłam i ujrzałam najpiękniejszego chłopaka na świecie, koło niego stał też nieziemsko przystojny chłopak.
-Hahaha, nieźle tańczysz!- powiedizał przystojniak do mnie a ja spłonełam w rumieńcach-Jestem Mikołaj, a to Mirek.
-Heej- powiedziałam, a czułam, że nogi mam jak z waty.
Chłopaki usiedli przy stole, a ja zawstydzona wlałam sój koktajl do szklanki.
-Może checie?- spytałam pokazując na szklankę.
-Ja się skuszę, bo włożyłaś w to tyle serca- rzekł Mikołaj cały czas śmiejąc się z wcześniejszej sytuacji.
-Ja też poproszę- powiedział Mirek pisząc coś na telefonie.
-Okey- nagle chciał coś powiedzieć Piotrek ale ja byłam szybsza- Ty nawet nie proś!
Mikołaj i Mirek wybuchli śmiechem.
-Niezła masz siostrę- rzekł Mikołaj.
-Ale ja tu jestem?!- rzekłam zawstydzona.
-To może dasz mi swój numer?- spytał Mikołaj.
Całą sytuację oglądali Piotrek i Mirek.
-Niby z jakij racji?- spytałam.
-Wiesz może będę potrzebować tancerki!- teraz wszyscy włącznie ze mną wybuchli śmiechem.
Nalałam wszystkim koktajl. Pierwszy raz tak dobrze rzomawiałam z moim bratem. Oczywiście wymieniłam się numerami z Mikołajem. Zapisalam mu się jako Tancerka. Kiedy wrócili rodzice byli zaskoczeni, że siedze z Piotrkiem przy jednym stole śmiejąc się i rozmawiając o głupotach. Nawet nie zwrócili uwagi na gości.
***
Wróciłam do pokoju cały czas myśląc tylko o Mikołaju. Napisze do niego jutro, bo nie chce być nachalna.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Po zobaczeniu wyświetleń od razu poczułam motywacje do napisania następnego rozdziału :)
Zostawcie po sobie komentarz! :D
Miłego czytania ^^
***
Rozdział 2
W autobusie jeszcze długo rozmyślałam o Luisie. Ale po kilkunastu Malwina wyciągneła mnie z rozmyśleń. Nawet nie zauwazyłam, że weszła. Co do Malwy (tak ją nazywałam) była to niska szatynak o niebieskich oczach. Ubierała się zgodnie ze swoją własną modą. Była "blogerką". Jak się poznałayśmy? Walłam ją podręcznikem do histori, celowałąm w kolege ale Malwina przechodziłą koło niego i oberwała. Chodziła do przeciwnej klasy.Na początku nie za bardzo się lubiłyśmy ale później złączyła nas sztuka, w której oby dwie występowałyśmy. Okazało się, że ,mamy takie same zainteresowania i szybko stałyśmy się przyjaciółkami.
-Hejo! Coś się tało?- spytała.
Opowiedziam jej o spotkaniu z Luisą.
-Ona liczy, że Ty nadal będziesz jej kumpelą. -odparła Malwa, od razu posmutniała.
-Tak może sobie liczyć, a straciłą mjej zaufanie- odparłam wstając żeyb wyjść z autobusu.
Z przystnku do szkoły było pare minut drogi. Nagle pacząc na smutek Malwy rzekła:
-Słuchaj, ja mam ją gdzieś Ty jesteś dla mnie najważniejsza-przytuliłam ją a ona od razu się uśmiechneła.
Przez całą drogę plotokowłyśmy o wszystkim i niczym.
***
-Psst! Malwa!- szpetałam.
Nauczycielka się odwróciła i popaczyła na mnie.
-Może pani Koźierczyk(to moje nzawisko) chce za mnie poprowadzić lekcje?- zapytała nauczycielka z nutą pretensji.
Wstałam.
-Nie, dziękkuję nie odbiore pani takiej przyjemności- wiedziałam, że przsadziłam, z panią Walewską lepiej było nie zadzierać.
-Jak pani Koźierczyk jest taka mądra to napisze referat o polskich pisarzach- stwierdizła nauczycielka i kontynułowała lekcje.
Wtedy się wyłączyłam, jak to zawsze ja musze być przyłapana nawet na szeptaniu z przyjaciółką. Do końca lekcji nikt nawet nie próbował wziąść głębokiego wdechu.
Na przerwie Malwina ze sto razy mnie przepraszała.
-To nie twoja winna, to mi się zachciałao pogadać.
-Częściowo to moja wina, a tak w ogóle co chiałaś mi powiedzieć?-spytałą Malwa owijając włosy na palcu.
-Bo może byśmy poszły gdzieś po lekcjach?- zapytałam z pełnym entuzjazmem.
-Ale gdzie? Coś ty znowu wymyśliłaś?- dopytywałą się Malwa oglądając się za chłopakami przechodzącymi akórat koło nas.
-Zobaczysz tylko mi zaufaj-rzekłam.
Od pewnwgo czasu chciałam sprawić Malwinie niespodziankę, była ona związana z pewną osobą...
***
Po lekcjach poszłyśmy w stronę parku.
-Dokąd mnie prowadzisz, mamy dużo nauki, a jeszcze sprawdzian- opierała się Malwina.
-Sparawdzian? A dobra i tak się nie nauczę.- rzekłam z uśmiechem na twarzy.
Nagle za drzewa wyłoniła się sylwetka wysokiego chłopaka o krótkich blond włosach i pięknych zielonych oczach . Był to Kondrad, chodził do wyższej klasy czyli 3. Malwa pokochiwała się w nim od 2 lat, a ja nie mogłam już słuchać jak ona wzdychała o nim cały czas, dlatego postanowiłam poprosić Kondrada o spotkanie z Malwą. Nie zaprzeczył,a sam przyznał, że od dawna chcicał zaprosić ją na spacer.
Malwa na widok swojego ukochanego spłoneła w rumieńcach i nie potrafiła wyduciś słowa. Lech Kondrad od razu przeszedł do rzecz i zaproponował jej spacer. Poczułam się zbętna i pożegnałam się, umawiając się, że Malwina później zadzwoni.
Zostawcie po sobie komentarz! :D
Miłego czytania ^^
***
Rozdział 2
W autobusie jeszcze długo rozmyślałam o Luisie. Ale po kilkunastu Malwina wyciągneła mnie z rozmyśleń. Nawet nie zauwazyłam, że weszła. Co do Malwy (tak ją nazywałam) była to niska szatynak o niebieskich oczach. Ubierała się zgodnie ze swoją własną modą. Była "blogerką". Jak się poznałayśmy? Walłam ją podręcznikem do histori, celowałąm w kolege ale Malwina przechodziłą koło niego i oberwała. Chodziła do przeciwnej klasy.Na początku nie za bardzo się lubiłyśmy ale później złączyła nas sztuka, w której oby dwie występowałyśmy. Okazało się, że ,mamy takie same zainteresowania i szybko stałyśmy się przyjaciółkami.
-Hejo! Coś się tało?- spytała.
Opowiedziam jej o spotkaniu z Luisą.
-Ona liczy, że Ty nadal będziesz jej kumpelą. -odparła Malwa, od razu posmutniała.
-Tak może sobie liczyć, a straciłą mjej zaufanie- odparłam wstając żeyb wyjść z autobusu.
Z przystnku do szkoły było pare minut drogi. Nagle pacząc na smutek Malwy rzekła:
-Słuchaj, ja mam ją gdzieś Ty jesteś dla mnie najważniejsza-przytuliłam ją a ona od razu się uśmiechneła.
Przez całą drogę plotokowłyśmy o wszystkim i niczym.
***
-Psst! Malwa!- szpetałam.
Nauczycielka się odwróciła i popaczyła na mnie.
-Może pani Koźierczyk(to moje nzawisko) chce za mnie poprowadzić lekcje?- zapytała nauczycielka z nutą pretensji.
Wstałam.
-Nie, dziękkuję nie odbiore pani takiej przyjemności- wiedziałam, że przsadziłam, z panią Walewską lepiej było nie zadzierać.
-Jak pani Koźierczyk jest taka mądra to napisze referat o polskich pisarzach- stwierdizła nauczycielka i kontynułowała lekcje.
Wtedy się wyłączyłam, jak to zawsze ja musze być przyłapana nawet na szeptaniu z przyjaciółką. Do końca lekcji nikt nawet nie próbował wziąść głębokiego wdechu.
Na przerwie Malwina ze sto razy mnie przepraszała.
-To nie twoja winna, to mi się zachciałao pogadać.
-Częściowo to moja wina, a tak w ogóle co chiałaś mi powiedzieć?-spytałą Malwa owijając włosy na palcu.
-Bo może byśmy poszły gdzieś po lekcjach?- zapytałam z pełnym entuzjazmem.
-Ale gdzie? Coś ty znowu wymyśliłaś?- dopytywałą się Malwa oglądając się za chłopakami przechodzącymi akórat koło nas.
-Zobaczysz tylko mi zaufaj-rzekłam.
Od pewnwgo czasu chciałam sprawić Malwinie niespodziankę, była ona związana z pewną osobą...
***
Po lekcjach poszłyśmy w stronę parku.
-Dokąd mnie prowadzisz, mamy dużo nauki, a jeszcze sprawdzian- opierała się Malwina.
-Sparawdzian? A dobra i tak się nie nauczę.- rzekłam z uśmiechem na twarzy.
Nagle za drzewa wyłoniła się sylwetka wysokiego chłopaka o krótkich blond włosach i pięknych zielonych oczach . Był to Kondrad, chodził do wyższej klasy czyli 3. Malwa pokochiwała się w nim od 2 lat, a ja nie mogłam już słuchać jak ona wzdychała o nim cały czas, dlatego postanowiłam poprosić Kondrada o spotkanie z Malwą. Nie zaprzeczył,a sam przyznał, że od dawna chcicał zaprosić ją na spacer.
Malwa na widok swojego ukochanego spłoneła w rumieńcach i nie potrafiła wyduciś słowa. Lech Kondrad od razu przeszedł do rzecz i zaproponował jej spacer. Poczułam się zbętna i pożegnałam się, umawiając się, że Malwina później zadzwoni.
sobota, 30 listopada 2013
Siema :3 Jestem Julia i postanowiłam zamieszczać tu sowje opoiwadania :) Miłego czytania!
***
Rozdział 1
To ja , Zocha. Pewnie mnie nie kojarzycie, jestem nastolatką, która chodzi do gimnzajum. Zwykłą nastolatką, miejącą swój cel w życiu. Ale szczerze kogoś to interesuje? Na pewno nikogo. Ale zawsze jest wyjątek. W moim wypadku to moja przyjaciółka, Malwina. Ona twierdzi, że mam magiczną osobowość. Nie wiem czy mówi to tylko dlatego żebym nie była smutna, czy dlatego, bo ją moi rodzice przekupili. Nie, na razie , chyba, jeszcze nikog nie przekupili. Tak jestem pesymistką. Jak o się mówi "szklanka jest do połowy pusta".
Mam też brata Piotrka. Wysporotwany, inteligenty siedemnastolatek, który w życiu ma z górki. A dlaczego? Bo jest to pierworodny moich rodziców. Wiem może to dla was brzmieć "Zazdrości, bratu"ale tak jest. Zazdroszcze mu, bo żyje w jego cieniu. Jest także Robert. Mój sąsiad, który jest jednym z najpiekniejszych chłopaków w szkole. Zagdnijcie! On także na mnie nie zwraca uwagi, ale mi to odpowiada. Kwestia przyzwyczajenia.
Przejdżmy do dzisiejszego dnia. Rano jak zwykel wstałamo 8, zjadłam śniadnie, umylam się i ubrałam. Oczywiście spóźniłam się na autobus. Czekając na następny, założyłam słuchawki i rozmyślałam. Była ładna pogoda, jak to na jesień, ale jedno przykuło moją uwagę, ktoś machał do mnie z drugiej strony ulicy. Kojarzyłam tą osobę, ale to nie możliwe, albo, nie. Pomyślałam przez chwile, że to moja koleżnaka Luisa. Ale co by ona tu robiła? Przecież wyjchała rok temu do Niemczech. Nagle ta młoda dziewczyna podeszła do mnie. Teraz mogłam sobie "rękę uciąć", że to byłą Luisa.
-No siema!- uśmiechneła się Luiza.
Była to wysoka blondynak o piwnych oczach. Miała na sobie jasnoczerwony płaszcz, który bardzo podkreślał jej opytmizm. Poznałąm ją w przedkszkolu i od tego czasu przyjażniłysmy się ale kiedy musiała wyjechać nasze kontakty się popsuły. Ja niezbyt lubiłam portale społecznościowe, a ona wręcz przeciwnie dlatego nie kiałąyśmy zbyt wielkiego kontaktu. Lecz teraz co ona tu robi? Wróciła? Nic na to nie wskazywało, ale może.
-Halo ziemia do Zochy!- próbwałą przemówić do mnie.
-Co Ty tu robisz?- zapytałam.
-Oh, miiłe przywitanie. Przyjechałam na 2 tygodnie bo w Niemczech są ferie. Cieszysz się? -dopytywała.
-Tak bardzo- odpowiedizałm sarkastycznie.
-O co ci chodzi?- spytała z lekką pretensją.
-No na przykład o to, że po roku bez kontaktu, wracasz i myślisz, że rzuce się w twoje ramoina i wszystko będzie jak dawniej!- lekko podniosłam głos, pare osób, które także czekały na autobus przyglądały się naszej rozmowie.
-Przepraszma- zmieszała się Luisa.
-Ta, nie ma za co tylko nie licz na nic więcej- akórat podjechał autobuś i wysiadłam do niego beż żadnego słowa. Gdy znalazłam wolne miejsce zobaczyłam ją na przystnku przyglądającej się nadal w miejsce gdzie przed chwilą stałam. Czy było mi z tego powodu smutno? Nie, niech ona teraz poczuje co to znaczy stracenie kogoś Ci bliskiego.
***
Mam nadzieje, że się podobało :)
Następny rozdział już za nie długo!
***
Rozdział 1
To ja , Zocha. Pewnie mnie nie kojarzycie, jestem nastolatką, która chodzi do gimnzajum. Zwykłą nastolatką, miejącą swój cel w życiu. Ale szczerze kogoś to interesuje? Na pewno nikogo. Ale zawsze jest wyjątek. W moim wypadku to moja przyjaciółka, Malwina. Ona twierdzi, że mam magiczną osobowość. Nie wiem czy mówi to tylko dlatego żebym nie była smutna, czy dlatego, bo ją moi rodzice przekupili. Nie, na razie , chyba, jeszcze nikog nie przekupili. Tak jestem pesymistką. Jak o się mówi "szklanka jest do połowy pusta".
Mam też brata Piotrka. Wysporotwany, inteligenty siedemnastolatek, który w życiu ma z górki. A dlaczego? Bo jest to pierworodny moich rodziców. Wiem może to dla was brzmieć "Zazdrości, bratu"ale tak jest. Zazdroszcze mu, bo żyje w jego cieniu. Jest także Robert. Mój sąsiad, który jest jednym z najpiekniejszych chłopaków w szkole. Zagdnijcie! On także na mnie nie zwraca uwagi, ale mi to odpowiada. Kwestia przyzwyczajenia.
Przejdżmy do dzisiejszego dnia. Rano jak zwykel wstałamo 8, zjadłam śniadnie, umylam się i ubrałam. Oczywiście spóźniłam się na autobus. Czekając na następny, założyłam słuchawki i rozmyślałam. Była ładna pogoda, jak to na jesień, ale jedno przykuło moją uwagę, ktoś machał do mnie z drugiej strony ulicy. Kojarzyłam tą osobę, ale to nie możliwe, albo, nie. Pomyślałam przez chwile, że to moja koleżnaka Luisa. Ale co by ona tu robiła? Przecież wyjchała rok temu do Niemczech. Nagle ta młoda dziewczyna podeszła do mnie. Teraz mogłam sobie "rękę uciąć", że to byłą Luisa.
-No siema!- uśmiechneła się Luiza.
Była to wysoka blondynak o piwnych oczach. Miała na sobie jasnoczerwony płaszcz, który bardzo podkreślał jej opytmizm. Poznałąm ją w przedkszkolu i od tego czasu przyjażniłysmy się ale kiedy musiała wyjechać nasze kontakty się popsuły. Ja niezbyt lubiłam portale społecznościowe, a ona wręcz przeciwnie dlatego nie kiałąyśmy zbyt wielkiego kontaktu. Lecz teraz co ona tu robi? Wróciła? Nic na to nie wskazywało, ale może.
-Halo ziemia do Zochy!- próbwałą przemówić do mnie.
-Co Ty tu robisz?- zapytałam.
-Oh, miiłe przywitanie. Przyjechałam na 2 tygodnie bo w Niemczech są ferie. Cieszysz się? -dopytywała.
-Tak bardzo- odpowiedizałm sarkastycznie.
-O co ci chodzi?- spytała z lekką pretensją.
-No na przykład o to, że po roku bez kontaktu, wracasz i myślisz, że rzuce się w twoje ramoina i wszystko będzie jak dawniej!- lekko podniosłam głos, pare osób, które także czekały na autobus przyglądały się naszej rozmowie.
-Przepraszma- zmieszała się Luisa.
-Ta, nie ma za co tylko nie licz na nic więcej- akórat podjechał autobuś i wysiadłam do niego beż żadnego słowa. Gdy znalazłam wolne miejsce zobaczyłam ją na przystnku przyglądającej się nadal w miejsce gdzie przed chwilą stałam. Czy było mi z tego powodu smutno? Nie, niech ona teraz poczuje co to znaczy stracenie kogoś Ci bliskiego.
***
Mam nadzieje, że się podobało :)
Następny rozdział już za nie długo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)